Prywatnie: Kasia Bańka – artystycznie o Domu
2 lipca, 2025
Gdybyś miała opisać w jednym zdaniu, czym jest dla ciebie dom, co by to było?
Dom to cel podróży zwanej życiem.
Jakie jest Twoje ulubione miejsce w domu?
Jak myślę o domu w kategoriach przestrzeni to najbardziej lubię to miejsce, w którym można usiąść razem i napić się herbaty. A w domu rozumianym jako doświadczenie czy to indywidualne czy transpersonalne, moim ulubionym miejscem jest przestrzeń, w której czuję wewnętrzny spokój, czy to w rozmowie, czy we wspólnym robieniu rzeczy, czy po prostu w byciu.
Przedmiot, który przetrwał wszystkie Twoje przeprowadzki.
To nie jest jeden przedmiot a cała kolekcja. Ja się przeprowadzam ze zbiorem substancji w szklanych butelkach. Pierwszą znalazłam w moim pierwszym warszawskim mieszkaniu na Mokotowie, na Starościńskiej. Piękny i nastoletni to był czas, długich pocałunków na schodach i nocnych imprez. Na etykiecie tej butelki napisane jest Płyn transformatorowy z roku 1983, dwa lata starszy ode mnie. Później do kolekcji dołączył słoik z brokatem zebranym z podłogi kultowego klubu Le Madame, gdzie przez jakiś czas pracowałam. Mam też sok z jabłek z roku 1994, glinę zebraną pod sławojką w Santa Rosa w Amazonii, Lizol z Lądka Zdrój, czerwoną ziemię z Izraela zebraną dwa tygodnie przed wybuchem ostatniej wojny. I tak dalej. Niektóre te substancje i butelki znalazłam, inne zostały mi podarowane, a jeszcze inne skomponowałam. Taka kolekcja ekstraktów i wyciągów z mojego życia. Nadal się z nimi przeprowadzam, choć czasem wydaje mi się to już dość irracjonalne, bo w milionie swoich życiowych perturbacji odpuściłam już prawie wszystko, już prawie nic nie mam, czego nie dałoby się zastąpić, porzucić czy zgubić.
Jak zaczęła się Twoja pasja do ceramiki? Co skłoniło Cię do wybrania tej sztuki jako swojej drogi zawodowej?
Miałam wtedy 24 lata. To, że była to ceramika nie było jakieś przemyślane, po prostu szukałam nowego sposobu spędzania czasu. Wtedy już dużo fotografowałam i pisałam, ale tym moim fotografowaniu i pisaniu czegoś bardzo ważnego brakowało. Znalazłam to w ceramice. Ona dała mi spokój i osadzenie a jednocześnie nasyciła moją fascynację procesem transformacji. Pamietam, że trafiłam wtedy do Domu Kultury Śródmieście, gdzie uczył Krzysztof Dzienkiewicz, artysta i wykładowca rzeźby na ASP. Dał nam na tym pierwszym spotkaniu takie śmieszne zadanie, żeby zwierzę zrobić. Pamiętam, że to było jakoś zupełnie poza moją strefą komfortu. Moją i większości osób w pracowni. A było nas z 15 osób, ja, moja kumpela i grupa osób na emeryturze. Ciekawa ekipa. Coś dla mnie niezwykłego było w tej grupie. Wszyscy dość niepewni i nieporadni, z przekonaniem, że to co robią jest do dupy. Krzysztof zamienił nas w odważnych eksploratorów. Patrzyłam na to z jakimś totalnym zachwytem. Więc sobie myślę, że to nie tylko o ceramikę tam chodziło, ale też właśnie o tę transformację. Jaką to moc miało. Właściwie to tego szukałam. No i tak to zostało. Została ze mną ceramika i fascynacja transformacją. A teraz to łączę, bo połączyłam ceramikę z szamanizmem i teraz uczę się jak łączyć ją z procesem terapeutycznym.
Jak opisałabyś swój artystyczny styl? Co sprawia, że Twoje prace są unikalne?
Moja ceramika ma dużo z Matki Ziemii. Strukturę, szorstkość, nieregularność. Ma w sobie moją miłość do rzeki i jej brzegów, powodzi, ławic piachu porośniętych krzakami, wysuszonego słońcem błota i zeżartego przez robaki drewna. Czas i natura w odwiecznym cyklu. To odzwierciedla się w moich pracach. Może dlatego, że bardziej niż ktokolwiek inny, wychowała mnie Wisła.
Czy masz ulubione tematy lub motywy, które często pojawiają się w Twojej twórczości?
Czucie jest takim motywem. I doświadczanie. Czyli ja nie tworzę przedmiotów po to, żeby powstały i jakoś wyglądały, ale dlatego, że chcę zapraszać do pewnych doświadczeń. Moja przypominająca pumeks czarna czarka jest cała o tym jakie to będzie, kiedy jej dotkniesz. Jakie to będzie, kiedy oprzesz swoją dolną wargę o jej szorstką krawędź a górną zanurzysz w ciepłej zielonej herbacie. Ja to czuję jakbym całowała soczystego, lekko szorstkiego mężczyznę. A kiedy nie piję i tylko trzymam czarkę w dłoni, to jej chropowatość i ziemskość zabierają mnie do głębin mojego osadzenia.
Stworzyłaś wazon dla showroomu Casa Porter. Jakie przesłanie lub historię chciałaś przekazać tym dziełem? Jakie techniki zastosowałaś podczas jego tworzenia?
Ten wazon to historia spotkania dwóch kobiet w świetlistym showroomie Natalii na ostatnim pietrze apartamentowca na Woli. Gadałyśmy wtedy o tym, czy to możliwe postawić kształt, który jest ciężki w swojej formie na oparciu, które jest nieadekwatnie lekkie. Czy możliwe jest albo jak możliwe jest odwrócić proporcje klasycznej wazy i balansować trochę na krawędzi. Co wydarzy się z użytkowością i co wydarzy się z formą. Czy to jeszcze będzie waza, czy może już rzeźba i po prostu dzieło sztuki. I ten wazon jest odpowiedzią na te pytania. Dla mnie ma w sobie dużo zabawy, napięcia, humoru, przygodę poszukiwania odpowiedzi i też coś rozczulającego w swoim kształcie. Przypomina trochę prostą łąkową purchawkę, sterczącą pośród zielonych traw. Dla mnie jest zdecydowanie o wyjątkowości a jeśli się zdecydujesz zaprosić go do domu nie będzie tylko o użytkowaniu, będzie o spotkaniu przygody jaką jest jego forma.
Jak wygląda Twój proces twórczy? Od czego zaczynasz, gdy masz nowy pomysł?
Nie zaczynam od pomysłu. Zaczynam po prostu. Moje tworzenie wynika bardziej z nurtu życia. Zanurzam się w codzienności i po prostu podążam za moją uwagą. Coś mnie pociąga, coś do mnie mówi. Czasem będzie to kolor, czasem historia, czasem osoba spotkana w drodze. Książka, wspomnienie, zbieg okoliczności. W ogóle nie myślę o tworzeniu. Życie jest dla mnie tworzeniem. Zbieram okruchy uwagi i sklejam je w moje własne historie i tak powstają moje przedmioty. Z tego co się wyłania.
Ale kiedy tworzę z kimś i dla kogoś wygląda to trochę inaczej. Wtedy to co powstaje z tego spotkania, z uczucia które mu towarzyszy, z naszej opowieści, naszym wyjątkowym punkcie styku. Wierzę, że te spotkania nie odbywają się przypadkowo, mamy sobie do opowiedzenia i pokazania części siebie, które chcą się z nas dla nas wyłonić. Więc to wspólne tworzenie jest o wyłanianiu tych części, trochę jak tworzenie nowego życia. To razem jest o powoływaniu do życia nowych jakości i doświadczeń.
Czy w Twoim życiu były wydarzenia lub przeżycia, które miały duży wpływ na Twoją twórczość? Wiemy, że mocno interesujesz się (i nie tylko) duchowością.
Kurde, dużo było i jest takich momentów. To takie momenty głębokiego czucia, często bardzo intymne, więc też trudno o nich tak po prostu mówić. Niedawno kompletnie mnie zmiótł widok z monastyru na Sri Lance. Patrzyłam na przestrzeń nad drzewami i ocean w oddali i czułam jakbym patrzyła w oczy ukochanej osoby, jakbym już kiedyś tu była, całym swoim sercem i duszą, jakbym patrzyła na dom. Albo znów wczoraj leżałam na ławce przy fontannie na skrzyżowaniu Żelaznej i Prostej i czułam jak mnie Słońce otula, jak mnie swoim gorącym ramieniem obejmuje. I to są takie totalne momenty bycia, które pogłębiają oddech i to pragnienie dzielenia się pięknem takiego czucia, tym ukochaniem piękna i głębi. Dzielę się tym tak jak potrafię. Im więcej czuję tym więcej tworzę. Jak się zakocham albo smucę, złoszczę i albo wzruszę to jest najmocniej, więc choć to czasem ciężko przez siebie przepuszczać to jakoś najbardziej mnie ciągnie w miejsca takiej emocjonalnej i duchowej głębi. Znajduję te momenty. W relacji z naturą, przestrzenią, drugim człowiekiem. Wypatruję ich i jednocześnie cholernie się ich boję, bo nigdy nie wiadomo co odsłonią.
Jakie są Twoje plany na przyszłość?
Planuję dbać o siebie, rozwijać swoją wrażliwość, mieć uważność na piękne relacje, pogłębiać wiedzę w obszarach, które mnie fascynują i dzielić się tym co zgromadziłam. Chciałabym mieć coraz więcej spokoju, odpoczynku, spełnienia oraz miłości. I trochę zwiedzić świat, bo ciagle mało go widziałam, a szalenie lubię podróżować.
#PYTANIAOSOBISTE: KASIA BAŃKA
Dzień zaczynam od:
Czarnej kawy i kąpieli słonecznej. Wychodzę ze studio i idę na skrzyżowanie Pereca z Żelazną, gdzie jest granitowa fontanna. Kładę się tam na ławce, zamykam oczy i twarz kieruję w stronę Słońca.
Najbardziej w sobie lubię:
Nieskończoność.
Najbardziej cenię w innych:
Czułość, obecność, uważność, odwagę.
Najbardziej mnie irytuje:
Dehumanizacja istot przez system skostniałych struktur mentalnych.
Rodzice nauczyli mnie:
Nie wyrażać tego co czuję.
Najbardziej boję się:
Projekcji.
Ulubione miejsce na świecie:
Dziki Brzeg Rzeki Wisły.
Ulubione danie:
Takie, które chcę jeść rękoma.
Ulubione kwiaty:
Te dzikie, rosnące w naturze
Chętnie chodzę do:
Sauny
Rozbawia mnie:
Tego nie da się opisać słowami.
Gdy się denerwuję:
To się rumienię.
Najpiękniejszy prezent, jaki otrzymałam:
Życie.
Co doprowadza mnie do łez:
Miłość.
Moje podejście do pieniędzy:
Lubię zarabiać pieniądze, to przyjemne. I lubię je wydawać, szczególnie na doświadczenia.




















